work&travel - podróże w day off'y
Naprawdę nie mogę się zebrać do pisania o wakacjach lub choćby do zgrania zdjęć na laptopa. Z drugiej strony bardzo chciałabym mieć te wszystkie wydarzenia opisane, zobrazowane i łatwo dostępne w mojej przenośnej pamięci (bo ta prawdziwa bywa zawodna). Poza tym miło do tego wracać. Zwłaszcza w szarym listopadzie. Na campie mieliśmy jeden dzień w tygodniu wolny i większość ludzi wykorzystywała go na podróże. Droga była długa, czasu było mało, ale i tak było warto, bo dzięki temu zobaczyłam kilka miast na wschodzie, którego nie miałam zamiaru zwiedzać po campie (moja trasa obejmowała raczej zachód USA). A to było tak: 1. Bushkill Falls Pierwszy day off to był wyjazd całkiem blisko, pozostaliśmy bowiem w obrębie Pennsylvanii. Mimo że pierwszą częścią dnia były outlety, to absolutnie nie narzekałam. Wiecie, kompromisy. A że byłam jedyną osobą w tym zacnym gronie, która na słowo "zakupy" przewraca oczami, musiałam się jakoś pogodzić z faktem, że tych kilka godzin spędzę w kawiarn...